TREPANACJA - (za "Słownik wyrazów obcych") w medycynie operacja chirurgiczna polegająca na wywierceniu otworu w kości, zwłaszcza kości czaszki, po to, by dostać się do chorego lub uszkodzonego miejsca: Trepanacja czaszki była wykonywana już w starożytności. W stomatologii dokonuje się zabiegu trepanacji zęba po to, aby otworzyć jego koronę, pod którą jest stan zapalny, lub po to, żeby dotrzeć do miazgi próchniejącego zęba.
fr. trépanation od gr. trýpanon ‘świder’

Tu: Próba 'przewiercenia się' przez powszechną obojętność społeczeństwa i dotarcia do 'chorego miejsca' - powodu, że w Polsce dzieje się źle, a zawsze przecież może być lepiej.

środa, 23 stycznia 2013

Fenomen pomagania ?

Ponoć gdy pomagamy wytwarza się w nas jakaś substancja odpowiadająca za odczuwanie przyjemności. Możliwe całkiem, że to jest jedna z tych tez z cyklu "amerykańscy naukowcy stwierdzili, że ludzie wierzą we wszystko, co stwierdzą amerykańscy naukowcy", ale ja sama odczuwam przyjemność z pomagania innym. Wy tak nie macie? Z pewnością odczuwacie jakiś rodzaj satysfakcji. A to już jest pewnym przejawem egoizmu...tak, egoizmu! Pomagając komuś bowiem odczuwamy, że nagle staliśmy się przez chwile ważni dla świata, lepsi!

Nie wiem dlaczego, ale jak opowiadam swoim znajomym, że pomagam ludziom, których nie znam, ba! Nawet nie maja pojęcia kto im konkretnie pomógł, to strasznie hmmm wkurzają się na mnie? Tak, chyba tak to mogę określić. Twierdza, że świata nie zbawię, że tracę czas. Ale jakby tak się zastanowić: na świecie żyje 7 miliardów ludzi. Powiedzmy, że co trzeci (!) jest lokalnym supermenem i pomaga. Czy taka ilość nie jest już w stanie zmienić świata? A gdyby tak każdy miał takich 'przyjaciół' mówiących w kółko "To nie ma sensu" i poddawał się.  Dlaczego, wiec ja mam przestać. I wierzyć, i robić. Siedzieć na kanapie i frustrować się, gdy słyszę, że ktoś inny wierzy w lepsze jutro. Zwalczając to, co uważamy za złe, bowiem pomagamy całemu społeczeństwu - tak sądzę. Chyba, że ktoś to rozumie jak bohaterowie filmu "Bóg błogosławi Amerykę" (czy jakoś tak). Też czasami siedzę jak główny bohater przed telewizorem i "skaczę" po kanałach. Pięknie został przedstawiony sposób jak media nas ogłupiają. Rzucają nam jakieś beznadziejne ochłapy, które są dla nas rozrywką? O zgrozo. To tylko komedia, jest w niej wszystko przejaskrawione, ale jak tak siądziesz i pomyślisz.... Jak mi zrobiło się blisko do tego mężczyzny, który próbuje o tym dyskutować w biurze. A w odpowiedzi dostaje co? "Oglądałeś wczoraj <<American Super Starz>>...?". Rzecz się dzieje w stanach. Facet zostaje zwolniony z pracy (wywalony raczej przez swoje poglądy - oficjalnie dlatego, że wysłał kwiaty dla koleżanki z pracy, czyli ją molestował). Córka nie chce się z nim spotykać w "wyznaczonym" terminie, sąsiedzi działają mu na nerwy, ogólnie - wszystko, te beznadziejne społeczeństwo i jego denność na jego frustracje się składa. A faktycznie, zapomniałabym o najważniejszym. Dowiaduje się, że ma guza mózgu i zostało mu kilka miesięcy życia. Kradnie więc wypasiony, żółty mustang GT (podajże) sąsiada, zabija gwiazdkę serialu, czyli przesłodzoną blondi - rozpieszczoną małolatę, potem chce popełnić samobójstwo. Ale napatacza się inna, sfiksowana małolata i zabija z nim dalej. Kogo? w sumie bez ładu i składu. Po prostu, ludzi, którzy ich drażnią swoja głupotą. Pojawiła się w mojej myśli przerażająca rzecz - ilu ja bym zabiła... a zaznaczyć trzeba, że jako ideologiczna Rastafarianka kieruje się zgoła innymi pobudkami w życiu. Przede wszystkim wielkim szacunkiem do samego życia, brzydzę się zabijaniem i kocham wszystkich dookoła etc... jednak czasami na prawdę wkurza mnie ta wszędobylska głupota. Poczynając od tych głupot w rządzie, na które kiwamy główkami, a kończąc na beznadziejnych serialach i programach rozrywkowych. Skoro choć po części mogę zmienić ten świat, czemu MAM TEGO NIE ROBIĆ? Podajecie mi całą listę argumentów typu, że sama ryzykuję, że coś tam stracę, że się poświęcam, poświęcam czas... Ale po co to wszystko? Podam jeden argument "za" i waży on więcej niż ta cała lista. Nie zmienisz całego świata od razu, to prawda. Nie będę Cie namawiać, Drogi Czytelniku, do poświęcenia całego siebie. Lecz poświęć część, odrobinę siebie i pomóż jednej istocie. Dla niej zmienisz ten świat.jej ŚWIAT.

Nie. Nie jestem ideałem, nie uważam się za jakąś męczenniczkę czy Super-woman. Siedzę i piszę ten post o 1:30 w nocy. Właśnie wstałam po wypiciu 0,5 l whisky, która wygrałam w jakimś zakładzie. Nawet nie wiem w jakim, z resztą, w tym kontekście i tak pewnie nieważnym. Miałam spisać to wszystko wcześniej. Piszę teraz - może tak miało być (wszystko ma bowiem swoje miejsce w czasoprzestrzeni). Dogania mnie chyba kac. Możesz o mnie powiedzieć, że jestem taka jak wszyscy. Siedzę godzinami na Facebooku, czy blogu i potrafię tylko trajkotać. Przykro mi, ale robię też inne rzeczy. Zawiodłam Cię, wiem... nie jestem owcą, lemingiem, który podążą za tym co wygodne. Dużo nie wymagam od strony materialnej, za to od świata 'wartości mentalnych' chcę jak najwięcej. działam inaczej, czasem w sposób irracjonalny dla społeczeństwa. Działam na nerwy - fakt. Bo się wychylam, bo nie dbam tylko o siebie, bo nie żyję jak reszta. Odstaję od szarej masy, a ludzie boją się tej inności. Tak jak te małpy z eksperymentu:

W zamkniętym pomieszczeniu umieszczono grupę małp i drabinę, na której szczycie umieszczono kiść soczystych bananów. Ilekroć któraś z małp próbowała wspiąć się po owoce, wszystkie były polewane wodą. W końcu przestały się wdrapywać. Do grupy dołączyła nowa małpa, która od samego początku próbowała zdobyć nagrodę. Ale każda jej próba była tłamszona przez resztę - boleśnie ją biły, bo bały się prysznica. Przestała. Naukowcy wpuścili kolejną nowicjuszkę. Sytuacja się powtarza. Okazało się, że nawet małpa, która nie była polewana wodą biła "nową", choć nie wiedziała dlaczego. Uwarunkowano ją po prostu, że tak nie wolno i koniec. Czasem mam wrażenie, że zachowujemy się jak te nie-polewane małpy...A gdyby tak jedna wspięła się na ta drabinę i pokazała, że nic strasznego się nie dzieje, za to jakie są z tego profity! Nigdy nie przekonamy się, gdy nie podejmiemy ryzyka. Będzie ciężko, cholernie zapewne, ale, na Boga. Nie bójmy się tego ryzyka podejmować na co dzień.