Nie jestem w
stanie pojąć czemu ludzie nie próbują nic zmieniać. A jeszcze bardziej nie
rozumiem tych, którzy wmawiają nam, że nie jesteśmy w stanie nic zdziałać.
Nasze idee okazują się błahe, cele zbyt
wzniosłe. Wracamy do szeregu i tańczymy dalej w kołowrotku, w chocholim
tańcu. Dlaczego? Czyż nie jest tak, że deszcz zaczyna się od jednej kropli? Tak
samo rewolucja zaczyna się od jednostki. Ta rewolucja jest w nas.
Nieprzypadkowo używam słowa „rewolucja” – nie uważam je za zbyt mocne, absolutnie!
Uważam, że potrzeba zmian jest tak mocna, że to musi się otrzeć o rewolucję
przede wszystkim tą w głowach naszego społeczeństwa.
Naszła mnie
pewna refleksja gdy rozmawiałam z Polakami, którzy wyjechali z kraju „za
chlebem”. Tomasz wyjechał do Londynu ponad 10 lat temu. Siedem pierwszych
spędził samotnie, dopiero potem przyjechała i została na stałe jego żona. O
Polsce mówi, jako kraju bez przyszłości. Nie tylko dla niego, ale dla
wszystkich. Recepta: wyjechać jak najdalej i oby nie wracać. Mówi, że
przekracza granice Polski i od razu budzi się w nim, jak to określa, „niepokój.
Maciek, 24
lata. Wyjechał tylko na kilka miesięcy do pracy. Również Anglia i podobne
wrażenia.
„Jak jestem
w Londynie mam pełno sił i chęci. Do wszystkiego, po prostu do życia. Pracuję, zarabiam
pieniądze, wydaje je… Stać mnie na wszystko” – mówi. W Polsce zaczyna się narzekanie i według
niego to właśnie zabija w nim jakąkolwiek motywację do zrobienia coś ze swoim
życiem.
Pytam się,
gdzie jest fenomen tej Anglii? Skoro tonąca wyspa może stworzyć takie
możliwości to czemu my, na stałym lądzie, nie mielibyśmy tego zrobić. Jak na
razie – cóż. Rządzący występują w roli
marionetek w rękach USA, Rosji i UE. I tak jest, nie potrzeba żadnych teorii
spiskowych, bo przy głębszej analizie okazuje się, że nawet nie próbują się z
tym kryć.
„Reagują”
poprzez tworzenie wydarzenia na Facebooku,
gdzie największą linią oporu jest kliknięcie „Lubię to!”. Państwo staje się pasywne. Ludzie stają się
pasywni.